Layout by Raion

The Fray

piątek, 24 stycznia 2014

6.Nowy świat.: Prawda.



Prawda, ona krzywdzi. Nie zawsze jest dobra. Szczerość jest jak kochanek. Na początku zawsze wydaje się być dla nas bez skazy, ale po paru razach mamy jej dość.
Dzisiejszej nocy mam jej dostać aż nad to. Wszystko się wyjaśni, ale, za jaką cenę? Może, ta prawda mnie uwolni? Sprawi, że wreszcie poczuję się wolna?  Może też skrzywdzić. Ta szczerość mogłaby mi się nie spodobać. Co robić…, Co robić? Po tym jak Hokage wyjaśniła mi parę rzeczy na temat powrotu Sasuke, byłam wściekła. Może zniszczyć naszą misję. Jak na jego widok on zareaguje? Powinna mnie powiadamiać o najmniejszym szczególe, a jego powrót jest bardzo ważnym punktem! My dla dobra ogółu narażamy siebie i naszych bliskich, a ona śmie coś zatajać! Nie ma pojęcia, jakie to jest niebezpieczne. Multum emocji i stres kłębiący się w mojej głowie, skutecznie zakłócał porządek moich myśli.
Noc. Czas, gdy pod osłoną ciemnego nieba i świetle księżyca dzieją się rzeczy, których często nie potrafimy wytłumaczyć. Właśnie tak jest z moim zachowaniem. Niczym przestępca we własnym domu, skradam się i wypełniam niezbędnymi rzeczami mój plecak. Ubrania spakowane, broń i suchy prowiant są, woda jest. Jednak we wszystko jestem już zaopatrzona.
Zapięłam na plecach katanę, wzięłam plecak i ruszyłam biegiem w stronę bramy głównej.
Bezszelestnie wylądowałam na ziemi tuż przy budce strażników.  Ostrożnie zajrzałam do środka i zauważyłam cicho drzemiących, naszych wartowników - Kotetsu i Izumo. Każdego zwykłego dnia zapewne zbeształabym ich za brak kompetencji, ale dziś było mi to na rękę. Niezauważona, niczym cień, przedarłam się na drugą stronę bramy, ruszając w stronę kryjówki Akatsuki.
                  
                                                                           *.*

Pośród gór niewypełnionych dokumentów i pustych butelek po ryżowym alkoholu, na drewnianym, obszernym biurku, zaspała ze zmęczenia blondwłosa kobieta – Hokage.  Jej beztroski sen o byłym narzeczonym i zmarłym, młodszym bracie, przerwała grupa ANBU, która pojawiła się w kłębach dymu budząc ją z chwilowego roztargnienia między jawą a snem. Pobudzona orzechowo oka natychmiast zerwała się z krzesła.
-O co chodzi? – Zapytała poważnie zaniepokojona nagłym wtargnięciem oddziału.
-Chcieliśmy właśnie czcigodną Hokage zawiadomić, że Karui bezprawnie opuściła mury wioski. Jakie rozkazy?- Tsunade zamglonym wzrokiem patrzyła na dowódcę. Więc nadszedł już ten czas, prawda? Karui?- Przeszło jej przez myśl.- Tsunade-sama? – Upomniał się ANBU.
-Ah, tak. Na razie żadne. Na pewno nie zrobiła tego bez powodu. Nie śledźcie jej, poszukiwania będą zbędne – i tak nie zdołalibyśmy jej wytropić. Jeśli dostane jakiekolwiek informacje to was poinformuję. Liczę, że odwdzięczycie się tym samym.
-Hai. – Nie pozostawiając po sobie żadnych śladów, zniknęli.
Teraz wszystko zależy od ciebie, Karui!- Hokage wszystko powierzyła w ręce kunoichi
                                                                       
                                                                          *.*

Biegłam ile sił w nogach, aby tylko znaleźć się poza zasięgiem ANBU Konoha-Gakure. Co prawda biegnę już trzy godziny, a nie wyczułam żadnej czakry, ale ostrożności nigdy za wiele. Chwila! – Gwałtownie się zatrzymałam.- Jeśli zauważyli, że opuściłam wioskę, to najpierw muszą o tym poinformować Tsunade, ale ona mnie ostrzegła, że nie wyśle za mną oddziału, ze względu na bezpieczeństwo. Mimo to musze się spieszyć, by dotrzeć na czas.- Ruszyłam w dalszą podróż.
Przez większość mojej drogi zastanawiałam się, czego mogę się spodziewać. Wiem, że Sasori zginął, tak samo Kakuzu. O ile dobrze mi wiadomo – reszta jest w formie.  Ponoć Hidan był bliski śmierci z ręki Nary.  Dziś dowiem się rzeczy, której przez całe życie chciałam się dowiedzieć. Boje się. Po raz pierwszy w życiu, boje się. Nie przeciwnika, nie psychopaty, nie tortur, wysiłku psychicznego… tylko prawdy. Może ja nie chce jej znać? Czy nie lepsza jest słodka nie wiedza? Nie, potrząsnęłam gwałtownie głową, jakbym chciała w ten sposób się jej pozbyć, nie mogę w ten sposób myśleć! Pragnę poznać tożsamość moich rodziców. Chyba powinnam zrobić postój. Przecież biegnę już siedem godzin.

                                                                              *.*

Nabuzowany sprzecznymi uczuciami biegłem do gabinetu babci Tsunade. Jest już wczesny ranek i Karui powinna być na treningu. Nie sądzę, by Hokage dałaby jej nową misję tuż po poprzedniej, która trwała dość długo.  Czyżby coś jej się stało? Nie. To przecież Karui, zawsze sobie radzi. Muszę być pozytywnie nastawiony! Nie mogę się przecież zadręczać. Wspinałem się po schodach prosto do biura babci Tsunade. Może ona coś wie? Wparowałem do pokoju niczym burza – bez ostrzeżenia, co nie uszło mi płazem.
- Babciu Tsunade!
-Baka! Jak ty mnie nazwałeś?! Dlaczego, do cholery, nie zapukałeś? – Wściekła Hokage bez ostrzeżenia wzięła pierwszą lepszą doniczkę, którą miała pod ręką i rzuciła celnie prosto w moją głowę. Niezadowolony z wielkiego guza, nie zwróciłem uwagi na krzyki babuni.
-Tsunade! Karui gdzieś zniknęła! Nie było jej z Hatake, ani na polu treningowym. Jej dom jest pusty, tak samo jak połowa jej szafy, na pewno nie dałaś jej misji, a nikt z przyjaciół je dziś nie widział. Byłem w kwaterze głównej ANBU, ale tam też nikt nic nie wie. Co się dzieje?- Zaniepokojony, nie byłem w stanie zatrzymać potoku słów. Spojrzałem prosto w oczy zmartwionej moim stanem Tsunade. Znam ten wzrok. Ona coś wie, ale nie chce mi powiedzieć. Ona widząc jak otwieram usta zaczęła mówić.
-Wiem, Naruto. Karui opuściła wioskę dzisiejszej nocy. Nie wysłałam za nią ludzi, bo i tak nic, by nie wskórali.
-To skoro ty nic nie możesz zrobić to ja idę ją ściągać! Dlaczego odeszła?
-Nie wiem, Naruto może to tylko chwilowe, ale ty masz szczególny zakaz opuszczania Konohy! Będziesz pod stałym nadzorem . – Powiedziała wyniosłym głosem, nieznoszącym sprzeciwu.
-Ale dlaczego? – Spytałem zdesperowany. Ledwo odzyskałem jednego przyjaciela teraz mam stracić kolejnego? Nie pozwolę na to !
-To moje ostatnie słowo. Jeśli się czegoś dowiem, natychmiast po ciebie pośle, a teraz wynocha! Mam mnóstwo roboty. – Tsunade wygoniła mnie bez ogródek. Nie mogę tak zostać bezczynnie. Muszę coś zrobić.

                                                                               *.*        


Po dość ciężkim poranku w lesie, wystartowałam biegiem i w kilka godzin dotarłam pod kryjówkę. Teraz jednak przemierzam wilgotnymi i brudnymi korytarzami do biura Paina. Stanęłam przed dużymi dębowymi drzwiami, które widokiem, aż błagały, chociaż o kropelkę farby, a zawiasy swym piskiem sprawiały, że człowiek automatycznie patrzył czy gdzieś obok przypadkiem nie ma, choć odrobinę smaru. Podniosłam rękę, by zapukać i zawahałam się.  Przez głowę przechodziło mi tysiąc myśli na minutę i na żadnej nie mogłam się skupić.  Różne przypuszczenia, gdybanie, oczekiwania kłębiły się w myślach i jak były jak bomba – tylko czekałam aż się skumulują i wybuchną. Przez natłok myśli i stresu rozbolała mnie głowa. Wtedy zdałam sobie sprawę, że jeśli dalej będę tę chwilę przedłużać to tylko pogorszę własną sytuację. Zapukałam stanowczo w drzwi lidera. W odpowiedzi usłyszałam głośne „Wejść”. Weszłam do pomieszczenia i zobaczyłam, że oprócz Pain’a za biurkiem zobaczyłam również siedzącego naprzeciwko niego Madarę.  Oboje spojrzeli na mnie. Dobrze wiedzieli, po co przyszłam i wiedzieli, że muszą to zrobić. Obiecali, a wiedzą jak ja cenię obietnice, zwłaszcza, jeśli chodzi o coś tak ważnego. Nie cierpię ludzi, którzy rzucają słowa na wiatr. Pain nerwowo stukał palcami o biurko, a Madara patrzył na mnie jak zaklęty.
-Usiądź.- Zaproponował Pain. Usiadłam wygodnie obok rzekomego ‘’Tobiego”.
-Co byś chciała wiedzieć?- Mam nadzieję, że się tylko zgrywa. Świetnie wie, po co przyszłam.
-Kim są moi rodzice? Nie obijaj w bawełnę. – Stanowczo i szybko.  Niech przestanie przeciągać strunę.
-Chcę cię ostrzec, że twoja mama użyła pewnego jutsu, by zrobić coś- nie wiemy co- kiedy tylko dowiesz się o tożsamości obojga swoich rodziców.- Uprzedził mnie Pain. Dlaczego Madara nie zabrał głosu ?
-Czyli moja mama żyje i jest kunoichi? – Zapytałam z nadzieją.. To było by wspaniałe!
-Nie do końca… Nie jest kunoichi.- Odpowiedział niepewnie Madara.
-Jak się nazywa!- Zdenerwowana pod wpływem napięcia gwałtownie wstałam z krzesła. Potrafi jutsu, a nie jest ninja? To, kim do cholery!
-Może lepiej zacznijmy od ojca.- Bardziej stwierdził niż zapytał Pain.
-No, kto nim jest?- Zapytałam podenerwowana.
-Zapewne nie będziesz zadowolona z tej informacji, ale… Ja jestem twoim ojcem.- Odpowiedział niepewnie Uchiha Madara. Założyciel klany Uchiha i Konoha Gakure jest moim ojcem?... Ojcem? W myślach wypowiedź odbiła się echem. On… moim tatą? Moim wzorem do naśladowania? Osobą krewną? Ten skurwiel!  Pod wpływem emocji opadłam na kolana. Nie, nie, nie, to nie może być prawda! Jak to się stało? Tak mnie bezczelnie kłamać? Po co? Moje oczy się zaszkliły. Zacisnęłam mocno wargi, jakby tym gestem zakazując łzom wypłynąć na wierzch.
-Dlaczego mnie kłamiesz?- Zapytałam cicho. Tyle pytań naraz. A co z mamą?
-Nie mam powodu, by cię okłamywać. To prawda.- Dławiąc się własnymi łzami, które tuż przed chwilą wytyczyły wilgotny szlak na moich policzkach.
-A mama? Co z mamą? Kim ona jest? – Mówiłam wszystko szeptem niczym desperatka, prosząc … błagając o informacje. Co z nią? Jaka kobieta związała się z tym człowiekiem, który nazywa się moim ojcem? Może on ją po prostu zgwałcił? Nie, to bez sensu. Madara zaczął tłumaczyć.
-Twoja mama to bogini. – Bogini? Przed oczami zrobiło mi się ciemno.

                                                                           *.*

Jasno. Czemu tu jest tak jasno? Podniosłam rękę, by, choć trochę osłonić oczy przed rażącym światłem. Zamrugałam kilka razy, aby wyostrzyć obraz. Zobaczyłam przed sobą czyste i błękitne niebo. Podpierając się rękami usiadłam. Znajdowałam się na pięknej polanie, którą okalał zielony i gęsty las, którego drzewa sięgały tak wysoko, że nie byłam wstanie zobaczyć czubka.  Ogarną mnie niesamowity spokój i ulga. Jakby wszystkie troski odeszły w dal. Czuję się tak lekko.  Promienie delikatnie i przyjemnie drażnią moją skórę. Tak ciepło i rześko. Uśmiechnęłam się u wzięłam głęboki oddech. Tak właśnie wyobrażam sobie… Niebo. Moje ciało zadrżało. Nie żyję?
-Nie bój się.- Do moich uszu dobiegł piękny, melodyjny głos, taki podobny do mojego. Spojrzałam na dorosłą i śliczna kobietę siedzącą koło mnie. Piękne, białe, świecące lekko błękitną poświatą, włosy, które sięgały jej aż do pasa. Niebieskie, przezroczyste i wciągające oczy. Drobny nosek, jasna, lekko brzoskwiniowa skóra i błękitna, piękna suknia, sięgająca do kolan. Uśmiechnęła się do mnie, a ja miałam wrażenie, że w życiu nie widziałam nic piękniejszego. Spojrzała mi w oczy i już wiedziałam. Z nów spokój zajrzał do mojej duszy, a w oczach pojawiły się łzy.
-Mama?
________________________________________________________________________________
Od Autorki:
Och, Fiu!
Wreszcie się z tym rozdziałem uporałam. Było strasznie trudno go napisać, to też długo się za niego brałam, ale jestem z niego całkiem zadowolona. Spodziewałam się sama po sobie czegoś innego, ale jak to ja, zawsze coś wychodzi podczas pisania. Przepraszam za przerwę, która trwała dość długo ._.' Wiem, że nie dużo będziecie musieli czekać na nn, na drugim blogu, bo już go kończę ;3.  Pierwsze 3 rozdziały zawsze są najgorsze! Uff, w dodatku jestem chora i strasznie mnie boli głowa i gardło. ._. Oszaleć się da. Ale jestem szczęśliwa, że coś napisałam! Długość rozdziału wydaje mi się odpowiednia :D .
Pozdrawiam... Karui-chan!

środa, 25 grudnia 2013

Oby spodobał się wam mój prezent ode mnie na święta!

Witajcie moi kochani! Mam nadzieję, że miło spędzacie święta i jesteście z nich zadowoleni, bo ja bardzo ^^.
Dostałam swój prezent od rodziców i od kuzynki, ale nie spodziewałam się, że dostane go również od was! Otóż wczoraj zajrzałam tu i patrzę.. ponad 1000 wyświetleń. I myślę sobie: ,,Kurwa... Karui musisz to oblać, ale to kiedy indziej". Postanowiłam wam się odwdzięczyć i mam nadzieję, że spodoba wam się MÓJ NOWY BLOG. Tak dobrze widzicie. Biorę się za siebie.
Tak więc tu jest adres tego bloga :

http://wojna-domowa-japonii-sasusaku.blogspot.com/

Z góry przepraszam za marny wygląd, ale po trzeciej notce będę miała, mam nadzieję, zajebisty szablon. I taak. Ten blog będzie poświęcony parze SasuSaku. Chciałam, żeby ta historia była czymś zupełnie nowym i oryginalnym na tle wszystkich innych blogów, o tym właśnie, dość popularnym paringu. Mam zamiłowanie do historii Polski, zwłaszcza do czasów ZSRR. Oczywiście, potępiam to, ale historię mamy niesamowitą i myślę, że przynajmniej większość się ze mną zgodzi.
Pomyślałam wtedy by umieścić takie czasy w Japonii i wrzucić tam naszych bohaterów oraz dodać lub zmienić parę rzeczy jak np.: ZOPR I GRO. O tym, co to jest i o co chodzi, dowiecie się na moim new blogu. ZAPRASZAM!
Pozdrawiam... Karui-chan!

niedziela, 15 grudnia 2013

5.Nowy świat.: Zmiana Karui! Czyli co się działo przez 5 lat.



-Misja weszła w ostatni etap. Infiltracja przebiegła pomyślnie. Wciąż mają do mnie pełne zaufanie.- Złożyłam raport Tsunade. Nie spodziewałam się sama po sobie, że przejdę na te dobrą stronę. Jestem podwójną agentką od 5 lat. Dokładnie dwa tygodnie temu skończyłam osiemnasty rok życia. Akatsuki myślą, że pracuję dla nich, tymczasowo orabiam im dupę na rzecz Konohy. Chciałam szczęśliwego życia. Dlatego zdradziłam kryminalistów. Mimo wszystko jestem wdzięczna Akatsuki. Wytrenowali mnie, pomogli opanować  demona, wychowali mnie. Nie żałuję niczego. Za ten czas Sasuke odszedł, a Orochimaru zabito. Wbrew pozorom tęsknie za tym aroganckim dupkiem. W końcu był członkiem teamu 7. Żal mi jedynie Sakury i Naruto. Ona- biedaczka zakochała się w Uchiha. Nie wiem czy ze wzajemnością czy bez. Ona cierpi. To jest ważne. Została najlepszym medic-ninja z niesamowitą siłą oraz mistrzynią genjutsu, Naruto posiada Sennin-modo i całkowicie opanował Kurame… A ja ? Ja po prostu rozwijam swoje umiejętności. Słynna braterska walka nie odbyła się. Dlaczego? To wiem tylko ja, Tsunade, on i inni KAGE.

-Więc teraz zostało tylko dowiedzieć się kim są twoi rodzice i stoczyć walkę ostateczną z Akatsuki. Gratulacje Karui. Razem z nim jako pierwsi tego dokonaliście. Jestem z was dumna.- Widząc moje zamyślenie, odpowiedziała. Niby tak, ale jakim kosztem- Przeszło mi przez myśl.
-Arigatou, Tsunade-sama.- Skłoniłam się i zniknęłam w kłębie dymu, ukazując się pod popularnym barem ramen. Już z dala można było słyszeć krzyki twardogłowego ninja numer jeden.:
-Staruszku! Jeszcze jedno ramen- dettebayo.- Jak miło spotkać starego przyjaciela.
-Uważaj Naruto, bo się jeszcze przejesz!- Powiedziałam z uśmiechem na zaczepne.
Zszokowany moim widokiem po roku nieobecności, rzucił się na mnie, wesoło się uśmiechając.
-Karui-chaan! Wreszcie wróciłaś! Na bogów, stęskniłem się-dettebayo! Nawet nie wiesz ile się działo jak ciebie nie było. Tyle trenowałem. Ostatnio z Kakashi’m tak trenowałem, że Sakurka przez dwa dni musiała mnie składać! Bez ciebie tu nudno. Hatake strasznie narzeka, że nie ma z kim chodzić na te zboczone filmy Icha Icha-paradise. Kurenai non stop gada, że nie ma z kim trenować genjutsu, bo Sakura nie ma czasu, A Gai napiernicza, jaki to on biedny, że nie ma z kim trenować taijutsu poza Lee.- Mówił tak szybko, że ledwo go rozumiałam. Zmarszczyłam brwi w geście zamyślenia.
-Zaraz chwila… zacznijmy od tego, czemu już nikogo nie nazywasz „sensei” jak to masz w zwyczaju?- Ja  jak to ja zawsze dopytuję się szczegółów.
-Tego dowiesz się jeszcze dziś.- Powiedział z tajemniczym uśmiechem na ustach. Nie było mnie tak krótko, a tak się diametralnie zmienił. Wyraz twarzy niegdyś głupkowaty – dziś bardziej poważny z sympatycznym delikatnym uśmiechem pętającym się na buzi. Dłuższe włosy sprawiają, że jest jeszcze przystojniejszy niż rok temu. Niegdyś nie do pomyślenia, to dziś i tak widzę rumieńce pań w jego obrębie i chichoczące na jego temat nastolatki.- Rozmyślałam. Bar Ichiraku był znacznie bardziej rozbudowany, a mimo wszystko wciąż siedzieliśmy przy blacie jak za starych czasów. Jedliśmy razem jak niegdyś cieplutkie ramen udon  i śmialiśmy się wspominając nasze pierwsze kroki jako drużyna. W kłębie dymu pojawił się mój były nauczyciel. Tęskniłam za nim . Był mi jak ojciec, którego nigdy nie miałam. Nauczył mnie dobrych manier, kultury, opiekował się mną, pokazał jak się cieszyć życiem.
-Witaj  z powrotem Karui.- Powiedział wesoło Kakashi. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Kakashi! Hah, nie masz pojęcia jak tęskniłam za tobą i Anko. (Taaaak w moim opowiadaniu są parą ;p- dop. Autorki) Nie mogłam powstrzymać śmiechu widząc jego rumieńce na twarzy.
-Soka* . Mam nadzieję, że jesteś w formie! To co zawsze o 17! – I zniknął wciąż zawstydzony.
-Co za chamstwo w państwie!. Pfff.. po takiej nieobecności olać sobie tak drogą przyjaciółkę!- Powiedziałam z udawanym oburzeniem.
-Och już przestań sobie tak schlebiać. Powiem wprost… Ma cię w dupie.- Chwila ciszy. Zaśmialiśmy się jak opętani. Wciąż zajadaliśmy się kolejnymi porcjami wyśmienitego ramen w tle słysząc głośne śmiechy, wesołe chichoty, śpiewy i nieudane zaloty oraz subtelną, miłą dla ucha muzyką, wprawiającą całą restaurację w wyjątkowy nastrój.
Musze jeszcze ją odwiedzić.- Pomyślałam. Pożegnałam się z przyjacielem i pognałam natychmiast do szpitala.
Z PUNKTU WIDZENIA NARUTO:
- Dam sobie uciąć lewą rękę, że pognała do Kakashi’ego!
-Przyjmuję zakład! – Odpowiedział staruszek. Po chwili  usłyszałem głośny huk tuż obok Ichiraku Ramen, więc jak oparzony wybiegłem sprawdzić co się stało. Moje oczy rozszerzyły się do granic możliwości kiedy zobaczyłem Karui wbitą w mur obronny Konohy. Do niej właśnie podchodziła wściekła Sakura w już brudnym fartuchu szpitalnym.
-Dobrze, że jesteś praworęczny, Naruto!- Zażartował Staruszek. Ach, Sakura. Zawsze łatwo było ją zdenerwować. Niczym nie przejęty zacząłem znów jeść moją ukochaną zupę.
PUNKT WIDZENIA KARUI. 6 minut wcześniej:
Wreszcie ujrzałam przed sobą główne wejścia do szpitala. Zatrzymałam się tuż przed drzwiami myśląc nad oryginalnym przywitaniem. Bez zastanowienia pchnęłam nogą wrota do wnętrza budynku wprawiając pracowników w golu głównym w oszołomienie.
-Gdzie ona jest !?- Zapytałam bez ogródek. No dobrze… Krzyknęłam.
-Co tu się do jasnej cholery dzieje?!- Usłyszałam jej głos. Od razu skierowała się do Kimi – dziewczyny od rejestracji. Spanikowana pracownica trzymała faceta z prawdopodobnie stanem zawałowym… mniejsza o to, że ja go tak urządziłam. Zdenerwowana młoda ordynatorka szpitala patrzyła zmartwionym wzrokiem, lecząc mężczyznę. Gdy skończyła, kazała pielęgniarkom zabrać go do sali 416. Swoim niezbyt przyjemnym spojrzeniem szukała sprawcy wydarzenia i wtedy ujrzała mnie. Ja z uśmiechem na twarzy, patrzyłam jak jej mimika twarzy gwałtownie się zmienia. Najpierw zobaczyłam radość i zaskoczenie, potem zdezorientowanie i złość
-Czy ty nie znasz umiaru?!- Krzyknęła ogarnięta wściekłością. To źle wróży.
-Poczekaj. Daj mi się wytłumaczyć, za nim...- Nie byłam wstanie dokończyć. W błyskawicznym tempie pojawiła się przede mną i wymierzyła cios nogą. Kobieta ma niesamowitą siłę. Przeleciałam przez główne drzwi i wyleciałam na dwór, wciąż nie mogłam się zatrzymać, przez piasek, który dostał się już chyba wszędzie. Nagle zatrzymałam się na czymś twardym i jak przez mgłę usłyszałam zaniepokojone słowa przechodni. Zamrugałam parę razy pragnąc choć trochę wyostrzyć swój własny wzrok.
-Tak się wita swoja przyjaciółkę… Sakura?- Zapytałam z rozbawieniem. Wstałam i otrzepałam się. Ona zaś zaśmiała siebie. Zobaczyłam, że w jednym momencie złość z niej wyparowało.
-Jak dobrze cię wreszcie ujrzeć!- Powiedziała uradowana i rzuciła mi się na szyję. Zdziwiła mnie odrobinę jej reakcja. Co mi tam. Również objęłam ją ramionami.
-Jak świetnie, ze wróciłaś! Dziś też musisz się tam stawić o siedemnastej? To zobaczysz coś bardzo interesującego. Teraz musze już iść, a ty lepiej idź wziąć prysznic.- Powiedziała i od razu pognała z powrotem na swój dyżur. Również się zmieniła. Dużo facetów się za nią ogląda. Wiedziała, że będzie miała adoratorów!. Sama siebie kłamie, że jest brzydka!
TERAZ:
Ubrana w strój ANBU, tak jak się z Kakashi’m umówiłam, idę do głównej siedziby Tajnych Sił Konoha. Wybiła godzina siedemnasta., więc przetransportowałam się do głównego holu i z niego ruszyłam na salę rekrutacyjną. Tam czekają na mnie świerzaki. Od 4 lat zajmuję się ich straszeniem i sprawdzaniem ich wytrzymałości i odporności psychicznej. Skrótem robię im sieczkę z mózgu próbując ich przygotować na to co przeżyją-lub-nie w służbach specjalnych oraz sprawdzając czy do tego fachu się nadają. Ktoś nie wytrzymuje – mażemy pamięć i odstawiamy do domku, gdzie mamusia ich przywita. Taki już los mięczaków oraz tchórzy. Weszłam do sali i spojrzałam na wszystkich. W jednym szeregu stało 30 rekrutów. Na prawo od nich stał Ibiki Morino. Niesamowity facet. Na lewo, zaś stała zwariowana Anko, a obok niej Kakashi. Skinęłam do tej trójki głową na znak, że już od wejścia zaczynam grę.
Pstryknęłam palcami, a  na środku przed rekrutami stanęło zwykłe drewniane krzesło. Powolnym krokiem podeszłam do niego i usiadłam na nim z kamienną twarzą. Ręce założyłam za głowę,  a nogi wyprostowałam i skrzyżowałam przy kostkach. Po odliczonych równo pięciu minutach świdrowania wzrokiem tych po wstępnej eliminacji, ubranych w czarne dresy i koszulę na ¾ rękaw, spytałam spokojnie:
-A wy tu po co ?
Chłodnym spojrzeniem obserwowałam reakcje każdego z osobna. Wszyscy patrzyli na mnie przerażonym wzrokiem. Bali się mnie. Nie wiedzieli co odpowiedzieć. Och, znalazł się jeden śmiałek.
-Jesteśmy po eliminacji do ANBU Konohy.
-A co mi do tego?- Gra rozpoczęta.
-Tak właściwie to… nie wiemy.- Odpowiedział niepewnie. Czyli odwagi mu jednak brak.
-To na cholerę mnie tu sprowadzacie? Myślicie, że nie mam nic lepszego do roboty?.- Najgorszą rzeczą samo-destrukcyjną jest nadzieja… Ona nas wyniszcza, gdy towarzyszy jej strach. Masz nadzieję, że będzie lepiej jednak wiesz, że tak nie jest i to cię przeraża. Z uśmieszkiem powiedziałam:
-Żartowałam-Ich mięśnie się rozluźniły.-Wyluzujcie!- Nadzieja…
-To jest ANBU do cholery, a nie akademia. Nie ma miejsca na żarty! Ty, co mi odpowiedziałeś… Odpadasz. Wynoś  stąd dupę, albo mój drogi przyjaciel Ibiki ci pomoże.- …Wyniszcza dając znak przerażeniu. Uciekł.
-Dlaczego go wylałaś?- Spytała jedna z rekrutowanych. Czuła stres. Jej głos był nim przesiąknięty.
-Jeśli do czegoś dążymy… trzymamy się tego. On się wahał nad każdym słowem, którym wypowiadał. Swoich poglądów i wypowiedzi musicie być pewni. W 100 procentach.-Widziałam tą strużkę potu płynącego z ich czoła. Nikt nawet nie drgnął.
-Rozumiem.- Nie wahała się. Jak przedtem.
-W jakim celu przyszłaś?- Spytałam.
-Chcę pokazać przyjaciołom, że jestem silniejsza od nich!- Powiedziała dumnie. I cały idealny obraz się rozpadł.
-Odpadasz. Wypad.- Warknęłam w jej stronie.
-C-co? Dlaczego?
-W ANBU jesteśmy z różnych powodów, ale na pewno nie na pokaz przed przyjaciółmi, żeby się nad nimi wywyższać. Spierdalaj, bo Anko będzie cię gonić.- Wkurzają mnie takie typy ludzi. Uważają się za lepszych.
- Twoje trzy psiapsióły obok też. Spadać. Dobrze wiem, że się znacie i nawzajem do siebie pałacie nienawiścią, między sobą udając najlepsze przyjaciółeczki na świecie. Nie znoszę fałszywych ludzi.- Byłam szczera, aż do bólu.
Zostało dwadzieścia pięć osób.
-Mam takie pytanie… Niech podniesie rękę każda osoba, która będąc w ANBU nie będzie się bała lub czuła obrzydzenia na widok rozlewu krwi, rozprutych ciał i nienawiści płynącej od przeciwnika? Lepiej bądźcie szczerzy.- Rękę podniosły dziewięć osób.
-Świetnie. Ci co podnieśli dłoń… Odpadają. Jeśli nie brzydzicie się krwi, nienawiści psychopaty, cierpienia innych ludzi… to sami jesteście niezrównoważeni psychicznie lub jesteście maszynami bez uczuć… w co nie za bardzo chce mi się wierzyć. Już was nie ma !- Zniknęli w kłębie dymu. Zostało szesnaście osób.
-Reszcie gratuluje. Teraz tylko zostaniecie przydzieleni do odpowiednich drużyn, zależnie od swoich umiejętności i tak dalej i tym podobne. Kakashi was zaprowadzi.- Powiedziałam ze znudzeniem.
-Już ? To tyle?- Spytał ze zdziwieniem już członek ANBU.
-Jednakże strach to najpotężniejszy bodziec. Sprawia, że jesteśmy silniejsi, jeśli go przezwyciężymy. Dlatego te wszystkie pytania. Nie boisz się? Jesteś słaby. Pokonasz strach? Przekroczysz wszystkie swoje granice. I do tego dąży ANBU. Nie do wyzbycia się strachu, a do pokonania go.- Według mojej prośby Hatake ich zaprowadził w odpowiednie miejsce. W Sali zostaliśmy tylko we trójkę.
-Nieźle Karui. Wreszcie coś nowego. – Stwierdził Morino.
-Tsaa… Trudno dziś o dobrych ANBU.- Dopowiedziała dziewczyna siwowłosego.
-Mam dla ciebie niespodziankę!
-O nie, Anko wiesz, że nie lubię niespodzianek.- Oboje zniknęli a w drzwiach wejściowych pokazały się dwie osoby.
-Sakura, Naruto… Wy jesteście w ANBU?- Spytałam zaskoczona.
-Co? HA! Nie spodziewałaś się tego co!- Powiedział pewny siebie Uzumaki.
-No co ty! Strasznie się cieszę! Gratulacje! Od kiedy?
-Od siedmiu miesięcy.- Odpowiedziała Sakura.
-Ale mojej obecności w tej jednostce na pewno się nie spodziewałaś.- Powiedział z kpiącym uśmiechem.
-Uchiha Sasuke.
-Cześć, Karui.
_______________________________________________________________________________________________________________
Ohayo minna ! <3
Jak widzicie notka jest długa i mam nadzieję, że się spodobała ^^. Tak : wiem, wiem. Mój blog jest przeznaczony dla ludzi cierpliwych, ponieważ notki pojawiają się nieregularnie i w dużych odstępach czasowych ;c. Ale staram się ! :D Tak wiem... bardzo pocieszające. DLA WSZYSTKICH MOCH CZYTELNIKÓW <3 DZIĘKUJĘ, ŻE PRZY MNIE TRWACIE !
Pozdrawiam... Karui.

piątek, 22 listopada 2013

4.Nowy świat.:Skarga Karui: "Zaniżacie moja inteligencje!"cz.4 (Ostatnia!)

Stał przede mną za tymi przebrzydłymi i zardzewiałymi kratami, które przypuszczalnie miały więcej lat niż Rikudou Sennin. Bez słowa otworzyłam dzieląca nas furtkę w tle słysząc głuche prośby i błagania ludzi, w innych celach, bym podarowała im wolność.
-Nie musiałaś tego robić. - Powiedział z małym i miłym dla oka uśmiechem.
-Jeśli chciałam szybko wykonać misję, musiałam. - Ruszyliśmy biegiem ku wyjściu z podziemi, by wyjść na parter budynku. Wiedzieliśmy, że osobno będziemy mieli znacznie mniejsze szanse na przeżycie. Właśnie mijaliśmy biegiem kolejny korytarz, z którego usłyszeliśmy krzyki kolejnych podwładnych tego szczura, Sergieja.
-Uciekli! Łapać ich! - Ogłaszali alarm w całym budynku.
-Niech to szlak. - Mruknęłam pod nosem. Wyciągnęłam specjalne notki zwane ,,głuche bomby"*.
Dzięki temu zyskam dyskrecję w okolicy. Podczas biegu, przez szerokie korytarze, naklejałam je na wszystkie czułe punkty budynku. Za nami wpuściło się w bieg 8,...10...15 przeciwników. Wraz z towarzyszem sięgnęliśmy po broń i zaczęliśmy starcie ramię w ramię.Wszędzie było słychać krzyki i prośby o litość. Żałosne. Niepotrzebnie strzępią język. Zmęczona biegiem, przesłuchaniem, misją oraz tą bójką, podniosłam się z przysiadu ciężko oddychając. Mój kompan zdecydowanie nie był
tylko informatorem. Był wytrenowany zbyt dobrze. Niemożliwe, że z takimi umiejętnościami marnował się pośród świata informacyjnego oraz szpiegów. Bez wahania mogę stwierdzić, że swoim poziomem przewyższa nie jednego ANBU. Spojrzał na mnie również zdyszany.
-Ruszamy dalej? - Spytał z nadzieją.
-Hai. - Odpowiedziałam i zlustrowałam go od góry do doły podejrzliwym wzrokiem.
Ruszyliśmy w pogoń do upragnionego wyjścia. 80 metrów... mignęło już po raz enty czerwone światło ogłaszające alarm. 40 metrów... Zaparło nam dech w piersiach wierząc, że zaraz wydostaniemy się z tego piekła.Widzę je. Drzwi były już w zasięgu ręki. Starszy i silniejszy w mięśniach towarzysz, jednym ruchem ręki, otworzył złowrogie wrota do naszej upragnionej wolności. Szybko pędziliśmy w stronę mojej drużyny, która czekała na nas jak na szpilkach w bezpiecznej odległości. Wciąż w biegu skupiłam czakrę i jednych hasłem odpaliłam głuche bomby. Siła wybuchu popchnęła mnie i informatora kładąc nas na plecach tuż pod stopami Kakashiego. Obok niego stali zszokowanie genini oraz Sai. Podczas gdy ja i Heteko dyszeliśmy leżąc obok siebie po prostu zaczęliśmy się śmiać widząc już po chwili zburzony ogromny budynek. Kopiujący ninja spojrzał na mnie rozbawiony i ze zdziwieniem.
-Hah. A nie mówiłem, że będzie fajnie? - Również nie mógł się powstrzymać. Po mimo naszej sytuacji w trójkę śmialiśmy się w opór. Wzięliśmy głębszy oddech i uspokoiliśmy się. Drużyna non stop zadawała nam zbędne pytania. Kiedy zgłębiłam się w swoich myślach, nagle mnie olśniło i zalała mnie fala istotnych informacji.
,,Tak, wszystko już przygotowane i już mam dla NIEJ to zadanie."
,, Czy ty... wiesz może coś o trzecim dnie tej misji ? - Tak, ale nie zdradzę ci jego. "
,, Ostatnio mnie często obserwują, a zwłaszcza pod czas treningów."
,, Nawet najsilniejsi shinobi w naszej wiosce, jak ty czy ja, muszą zbadać każde tajne dno.Mówił to (...) jakby chciał mi coś ważnego przekazać"
,, Nawet najsilniejszym ninja będących w ANBU Konohy"
,, Hokage-sama zgadzasz się na naszą wspólną propozycje?"
,, Mam dziwne przeczucie, że chodzi tu o mnie."
,,Jesteś niesamowita!"
,,Bez wahania mogę stwierdzić, że swoim poziomem przewyższa nie jednego ANBU"
,, Czemu zbierał informacje o mnie ?"
Wszystko skleiło się w jedno. Nagle padło ze strony Naruto kluczowe pytanie:
- O co tak naprawdę chodziło w tej misji? - Zaśmiałam się. Raz, głośno i gorzko.
-Szczerze? Dopiero teraz mnie olśniło o co tak na serio chodzi. - Kakashi miał czeroki uśmiech na twarzy i dumne spojrzenie. Czyli to prawda.
- Karui. - Usłyszała, obok siebie głos jednego z trzech ANBU. Jak przypuszczałam - ci sami co w biurze Tsunade.
-Ooohhh. Czyli to wszystko było jedną wielką ściemą. Mam rację ? Po co pytam. Jasne, że mam !.
Dwie przykrywki. Jedna na drugą. Informator - niezła ściema. Nie, jednak  prawda, ale działasz tylko pośród ANBU Konohy jako informator, ale bardziej jako wojownik. Wy trzej. Kiedy weszłam do biura Piątej, prosiliście ją, aby wyraziła zgodę na wasz test. Teraz już dobrze wiem, że Heteko był po to, by w razie mojego niepowodzenia uratować mi tyłek. Obserwowaliście mnie zwłaszcza podczas treningów. Kakashi wszystko wiedział i w naszych rozmowach dawał mi wskazówki, bym łatwiej mogła się połapać. W całym tym gównie jest tylko jedna prawda. Mianowicie Sergiej i ta jego szajka oraz to, że mnie szuka. Ahhh... fajna zabawa. Dobrze by było to jeszcze kiedyś powtórzyć. - Wydedukowałam wszystko niczym Sherlock Holmes.
Skubani. Oni mnie tam chcieli. Mimowolnie mały uśmiech wpłynął na moją twarz.
- Pierdzieleni kłamcy. - Stwierdziłam wciąż się uśmiechając.
- Ale dzięki temu..-Członek tajnych jednostek podał mi rękę, z której skorzystałam, żeby wstać.- ...jesteś pośród nas. - Powiedział .
-Gratulacje Karui. Jestem z ciebie dumny. - Pogratulował mi z charakterystycznym dla niego uśmiechem na twarzy, Kakashi.
-No. Idę w twoje ślady. - Wszyscy się zaśmiali.
-Hai. - I ruszyliśmy w drogę powrotną do Konohy.
-W sumie, wraz z kolegą nie wierzyliśmy, że sobie poradzisz. - Powiedział członek ANBU, który dotąd się nie odzywał.
.
.
.
-Że jak !? Zaniżacie moją inteligencje! Czy wy myślicie, że mam mózg wielkości orzeszka? - Krzyknęłam zbulwersowana. W radosnej atmosferze już naprawdę ruszyliśmy w drogę powrotną.
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Głuche bomby* - Bomby, które są ze sobą połączone oraz można włączyć je jednym hasłem lub znakiem. Charakteryzują się tym, że poprzez wibracje, spowodowane przez napierające na nie chakre od właściciela, ściany drgają i powodują uszkodzenia na obiekcie zniszczenia. Dzięki temu obiekt się burzy, a nie wybucha ściągając na siebie uwagę. "Głuche" są używane podczas misji, która nie może mieć świadków lub zburzyć coś bez głośnie. Pomysł wymyślony przeze mnie na potrzebę opowiadania.
Cóż. Taki był plan od początku. Cały rozdział 4 opierał się na dołączenie Karui do tajnych jednostek wioski. Mam nadzieję, że się spodobało. Mam nadzieję na komentarze i różne opinie. Tak więc Sayonara!
Pozdrawiam... Karui-chan.






piątek, 8 listopada 2013

Liebster Blog Award !!!

Jestem niesamowicie zaskoczona w pozytywnym sensie! Cóż. To mi tutaj Ituka-chan prezent w moje dzisiejsze urodzinki strzeliła! Jak się pewnie domyślacie moi drodzy czytelnicy... zostałam nominowana do nagrody Liebster Blog Award!

To niesamowite, duże wyróżnienie, którego  nigdy nie oczekiwałam, a co dopiero tak szybko. Przecież ja dopiero kończę 4 rozdział w częściach ( Tak oto takie malutkie odwdzięczenie. Następna część 4 rozdziału będzie ostatnią.). Dziękuję! Dziękuję !  bardzo Ituka-chan, że mnie nominowałaś ! (tutaj znajdziecie jej blog ----> http://ituka-chan.blogspot.com/ )
A oto tutaj króciuteńki opis:
Nominacja do Liebster Blog Award jest otrzymywana od innego bloggera za "dobrze wykonaną robotę". Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań. Następnie Ty nominujesz 11 blogów (informujesz je). Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował!

Pytania!:

1. Od jak dawna oglądasz anime/ czytasz mangę?
-Hym. Anime Naruto i Naruto Shippuuden oglądam od 3 lat. Mangę zacznę czytać za niedługo :D
2. Jakiej muzyki słuchasz?
-Japońskiego Rocka, Michael Jackson, Fall Out Boy,Eric Clapton, Dżem oraz rapu <3. Odrobinę : AC/DC, Megadeath, Kamil Bednarek, Evanescene.
3. Czy to jest jedyne opowiadanie, które spisujesz?
-Owszem, ale mam pomysł na kolejne blogi :D
 4. Jakie jest twoje ulubione anime?
 - Tylko Naruto Shippuuden, chociaż przymierzam się do następnych.
5. Jakie jest twoje hobby?
- Muzyka. W każdej postaci. Śpiew, taniec, instrumenty, słuchacz. No i oczywiście mój ukochany sport <3
6. Czytasz książki? Jaka jest twoja ulubiona?
- Oczywiście. Uwielbiam książki o problemach młodzieży oraz powieści psychologiczne. Niestety nie mam swojej ulubienicy.
 7. Jaki jest twój cel w życiu?
- Osiągnąć życiowe szczęście. Zostać spełnioną.
 8. Czy lubisz podróżować?
-Tak. Jak najbardziej.
 9. Jakie jest twoje ulubione miejsce?
-Jest takie jedno .. miejscówka moja i moich przyjaciół <3
10. Jaki sport najbardziej lubisz?
-Koszykówkę.
 11. Jaka jest twoja najgorsza cecha?
- Przemądrzałość.

Moje pytania:
- Ulubiony owoc?
- Ulubione warzywo ?
- Ulubiona manga lub anime?
- Jak lubisz spędzać wolny czas ?
- Ksywka? Jeśli ową posiadasz?
- Jaka byłą twoja największa przygoda ?
- Czujesz w sobie duszę poetycką ?
- Czy prócz bloga próbujesz swoich sił w innych odmianach literackich ?
- Jaki jest twój cel w życiu ?
- Wymarzony/na chłopak/dziewczyna ?
- Co wywołuje u ciebie największe emocje ?


Ahh i jeszcze jedno ! Nominuję oto te blogi ( kolejność przypadkowa ):
http://new-story-naruto-uzumaki-namikaze.blog.onet.pl/
http://everiakatsuki.blogspot.com/
http://sakura-in-her-dream-world.blogspot.com/
http://historiasakuryaniolasmierci.blogspot.com/
http://time-changes-people.blogspot.com/
http://give-me-love-sasusaku.blogspot.com
http://maze-of-lies-sh.blogspot.com
http://shannaro-ss.blogspot.com
http://anastasiane-reheart.blogspot.com/
I wyobraźcie sobie jeszcze sobie tak z dwa blogi :D Pozdrawiam i jeszcze raz wielkie ARIGATOU za nominację ! <3
Pozdrawiam...Karui-chan.












piątek, 25 października 2013

4.Nowy świat.:Skarga Karui: "Zaniżacie moją inteligencje!"cz.3

 Dedykowane mojej jedynej komentującej : Ituka-san ! Arigatou ! Jeden komentarz, a cieszy :).! Sate..Hajime! (z j.jap.- Czas zacząć!).
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

-Jesteś pewna, że chcesz tak zrobić? - Spytał lekko zaniepokojony Kakashi. Odbiłam się biegiem od kolejnego drzewa.
-Wiem, że to bardzo ryzykowne, ale cóż. Tak wybrałam. Będzie dobrze.- Zapewniłam.
-Niech będzie. I tak ci ufam.
-Dzięki.- Ulżyło mi, gdy Hatake wyraził zgodę na mój plan. Co prawda jest szalony, ale do odważnych świat należy. Prawda ? Oby się udało. Moje prośby składane do nieznanej mi nieistniejącej postaci w moim umyśle, przerwał świst lecącego kunai w moim kierunku, który na szczęście wbił się w drzewo tuż za mną. Całą siódemką jak jeden mąż zatrzymaliśmy się gwałtownie i zaczęliśmy odpierać nadlatującą na nas falę shurikenów wydobywających się zza krzaków po naszej lewej stronie.
-Sai, Sasuke, Naruto! Chrońcie informatora! Sakura idziesz ze mną! - Wydałam rozkaz. Jeśli mój plan miał się powieść, musiałam użyć swojej rangi, by mnie posłuchali.
-Kakashi. Zajmij się resztą.- Spojrzałam porozumiewawczo wraz z Hatake.
Podbiegłam wraz z Haruno na prawą stronę od atakujących nas. Są! Teraz trzeba tylko wdrążyć w życie ten szalony plan.
Ruszyłyśmy na, aż 5 naszych przeciwników. Sakura po pierwszych 15 minutach została ogłuszona.
Z nikąd pojawił się koło mnie informator. Natychmiast został pojmany, a mnie związali i "ogłuszyli", bo tak im się wydawało. Musiałam w końcy zapamiętać drogę powrotną po ilości kroków.
Zdjęli mi opaskę z oczu. Byłam przywiązana do zwykłego, drewnianego krzesła. Siedziałam na korytarzu pomiędzy celami. W jednej z nich tuż na mną zauważyłam informatora. Głupcy nie wiedzą, że ułatwiają mi zadanie chcąc przesłuchać mnie na oczach przytrzymywanych w tych lochach. Nagle dostałam mocnego, siarczystego, lewego policzka. Auć.
-Pobudka, słońce. - Powiedział gorzko jeden z dwóch goryli, a trzeci na przodzie stał z uśmiechem na ustach. Spojrzałam na niego kpiąco i wyzywająco. Kolejny policzek.
-Karui, prawda ? - Spytał retorycznie jeden z dwóch bezmózgich ochroniarzy tego cwela.
-Jedyna i niezastąpiona.- Odrzekłam z dumą jak i kpiną kierowaną w ich kierunku. Ten patałach
pośrodku, który jest chroniony zaśmiał się. Jego śmiech był dziwny. Niby sarkastyczny, ale zarazem naprawdę był rozbawiony.
-O tym mój szef wie bardzo dobrze.- Stwierdził.
Aaaa... czyli jego szefunio załatwił mu obstawę, a te wszystkie krasnale ogrodowe marki XXL to organizacja, z którą zapewne mam na pieńsku.
-Jestem, że tak powiem prawą ręką mojego pana. Od niedawna. - Powiedział zdumą i spojrzał mi prosto w oczy z wyższością. Jejku... ta sytuacja jest dla mnie jak czysta rozrywka. Uśmiechnęłam się kpiąco.
-Ohhh. No to gratulacje. Powiedz piesku. Pod jaki adres wysłać kartkę z podziękowaniami twojemu panu i władcy?- Ach. Sarkazm - moje drugie imię. Kolejny policzek plus bonusowo uderzenie w brzuch.
-Ty gówniaro! Nie waż się tak pyskować i wyrażać na temat Sergiej-sama! Nie wiem co oni w tobie widzą. Tak łatwo dałaś się złapać..
-...A ty wyprowadzić z równowagi.- Przerwałam mu ten jego marny monolog. Mimo wszystko gada jak najęty wszystkie potrzebne mi informacje jak katarynka. Amatorka wśród przestępców zaczyna mni niepokoić. I jak tu się zmierzyć intelektualnie z kimś na swoim poziomie? Sami idioci. No po prostu sami idioci. Agrr . Tym razem mocny wykop w brzuch i automatycznie wraz z krzesłem wywróciłam się do tyłu. Szybko przewróciłam się na prawy bok i splunęłam krwią. Eghh. Ohydny metaliczny posmak.Analiza informacji:
Jakaś nieźle obeznana organizacja z niejakim Sergiej'em na czele - potrzebuje informacji od Heteko, dlatego go porwali i mnie. Prawdopodobnie chcą mnie w swoich szeregach lub zemsty. Trzeba to sprawdzić. Jeden z ochroniarzy jednym ruchem ręki postawił mnie prosto wraz z krzesłem.
-Ehh... To po jaką cholerę ja wam ?- Spytałam bez ogródek. Do takich trzeba mieć podejście. Pieprzeni lizusy. Nie cierpię takich. Kozaki tylko jak maja cie w szachu. Idiota myśli, że ze mną też tak jest.
-Hahahahahahaah- Zaśmiał mi się prosto w twarz .-Ty nic nie wiesz? No okey. Powiem ci.
-Łaskawca się znalazł. - Kolejny policzek.
-Milcz kiedy ja mówię.
- Nie przypominam sobie byśmy ustalali monolog. - Kolejne uderzenie. Wyplułam czerwoną ciecz na podłogę.
-Więc... ci którzy są jako nukenini poszukiwani od lat i mają dobrą pozycję, wiedzą o tobie i się tobą, a raczej twoimi umiejętnościami interesują. Młody wiek, duże osiągi - doskonały morderca. Zapewne wiesz o czym mówię. Jako tajny chuunin wiesz, że wśród organizacji przestępczych w zmorzyły się kłótnie. Nie bez powodu. Dużo ludzi wysyła swoich szpiegów, by zdobyć o tobie wiadomości. Szpiegów przybywało z różnymi zleceniodawcami i rozpoczęła się walka o informacje na twój temat. I oto tak narodziły się spory. Najlepsze jest to, że jesteś chodzącą zagadką. Nikt nic nie słyszał, nikt nic nie wiedział... o twojej przeszłości. Jakbyś wcześniej w ogóle nie istniała.- Uśmiechnął się zwycięsko. Z każdym jego przeklętym słowem, wypływającym z jego krzywej paszczy, moje brwi niebezpiecznie się ściągały. Jak to możliwe, że mimo tego wszystkiego, aż tak dużo wiedzą? Starczy. Wiem już dość dużo. Tą rozrywkę trzeba zakończyć. Prawdziwa zabawa dopiero się zaczyna. Dla jasności ich głupoty zaśmiałam się głośno i ironicznie im prosto w twarz. Z iskierkami determinacji w oczach patrzyłam na ich zdezorientowane miny. Podskoczyłam i z hukiem upadłam na ziemię tym samym łamiąc krzesło. Dzięki kunai szybko przecięłam liny oraz paroma ruchami skręciłam kark ochroniarzom. Z lekko przyspieszonym oddechem podeszłam wolnym krokiem ,trzymając go w napięciu, do tej szumowiny, która wspiera Sergieja. Ten jak słup soli patrzył się na mnie ze strachem. Tak, to był strach . Jedyny, nieznający granic. Niech wie. Niech oni wszyscy wiedzą co to znaczy zadzierać ze mną. W mgnieniu oka pojawiłam się za min. Opadł na kolana tyłem do mnie. Żałosne. Skoro to jest prawa ręka przywódcy organizacji to jaki jest sam ich lider? Pewnie kolejny lamer niewiedzący ile to jest 2+2*2. Przyłożyłam mu kunai do tętnicy szyjnej. Jedno cięcie i wykrwawi się w cierpieniach przez najbliższe dwie minuty.
-W zaświatach za niedługo dojdzie do ciebie Sergiej. Pozdrów ode mnie swego pana, piesku. - Jeden ruch nadgarstkiem - kolejny trup na sumieniu. Na pewno? Czy ja w ogóle mam coś takiego jak sumienie? Jeśli tak, to na pewno nie będzie mi szkoda tego typa. Ze swojej kabury wyjęłam ściereczkę i wytarłam w nią krew z kunai. On nawet nie jest godny by wytrzeć moją broń o jego ubranie. Odpięłam od jego kurtki pęk kluczy do cel, podgwizdując pod nosem, ruszyłam w stronę pomieszczenia, w którym był przytrzymywany Heteko.*
_________________________________________________________________________________
 *Heteko - Imię infromatora. Przedstawił się w poprzednim rozdziale.
GEMEN !x1000000000000000000000000000000000000!
Bardzo przepraszam za moją tak długą nieobecność! Postaram się jak najszybciej napisać kolejną notkę, którą mam już zapisaną w zeszycie.mGomenesai !!! Zwłaszcza drogiej Ituce-san, której niestety ostatnio nie mogłam skomentować notki :C Miałam ostatnio niezłe problemy w domu. Tyle się działo... Nie podołałam jeszcze, by do tego wszystkiego dodać nn na bloga. Ostatnio bardzo go zaniedbałam, ale już powraca do starej formy, a nawet lepszej!Obiecałam sobie, że żadnego bloga, którego stworzę nie zawieszę, ani nie zakończę bez Epilogu! Sądzę , że nawet ( w miarę możliwości ) już jutro dodam nową część opowiadania. Mam nadzieję , że ta nota wam się podobała i zagaiłam w was ciekawość. Ohhh oby ! Bo zaczynam wątpić w swoją twórczość literacką :C Proszę o wsparcie w komentarzach ! Pisać czy się podobało czy nie, polecać i co jeszcze tylko chcenie moim drodzy czytelnicy. o ile jeszcze istniejecie :c
Jak zwykle : Pozdrawiam...Karui-chan !













czwartek, 29 sierpnia 2013

4.Nowy świat .: Skarga Karui! : " Zaniżacie moją inetligencje ! " cz.2

Dostałam informację od Kakashiego, że pod główną brama mamy być o szóstej rano. W tej chwili jest czwarta i wyczerpana wracam do swojego lokum z mojego treningu polegającego na zwykłym biegu by się pobudzić. Wzięłam długą kąpiel, zjadłam śniadanie i spakowałam się na podróż. Cały czas rozmyślałam nad tą misją. Jestem przekonana, że o czymś nie wiem i coś jest nie tak. Mam pewne przypuszczenia i wnioski, ale żeby tak było to jest naprawdę mała szansa... a może jednak ? Muszę mieć więcej dowodów. W zamyśleniu spojrzałam na zegarek, który pokazywał równo godzinę szóstą rano. Kuso ! Spóźnię się. Zaczęłam przebierać nogami najszybciej jak się da w kierunku naszego miejsca spotkania. Z poślizgiem zatrzymałam się przy budce dobrze znanych mi wartowników.
- Witajcie Kotetsu, Izumo. Wybiegłam z mieszkania równo o szóstej jaki czas ??-  Zapytałam z lekkim uśmiechem na ustach.
- Cześć Karui ! Minuta piętnaście ! Nawy rekord. - Krzyknął podekscytowany Kotetsu.
- Mamy złą wiadomość.-  Powiedział smętnie Izumo, zupełnie zmieniając temat.
- Co się stało ? - Spytałam chłodno mimo, że w środku rządziła mną obawa przed nieznanym.
- Kakashi, on...on 
- No co "on" - Warknęłam zła.
- Się nie spóźnił ! - Krzyknęli rozbawieni strażnicy. Zaśmiałam się lekko. Zaprzeczyć nie mogę aktorami to są niezłymi.:
- A tak na serio ?  - Spytałam ciekawa.
- Tak na serio, to będziecie mieli towarzysza w waszym wieku z pod ziemi. - Powiedział niepewnie Kotetsu, bojąc się mojej reakcji. Słusznie. Kuso ! Po co nam on. Metody Danzou zaczynają grać mi na nerwach.
- Korzeń... kolejny pies Danzou, co? - Spytałam retorycznie. Podczas wypowiedzi wcale nie ukrywałam swojej złości.
- No. Powodzenia!
- Dzięki. Przyda się ! - Powiedziałam na doczepne.
Podeszłam do drużyny siódmej, która jak widzę jest wręcz zdegustowana moim spóźnieniem jak i brakiem z mojej strony zainteresowania. Obok stał jakiś chłopak o śnieżno białej karnacji czarnych niczym węgiel włosach i pustych ciemnych oczach.
Nie ukrywałam swojego niezadowolenia patrząc obojętnie w jego oczy. Podszedł do mnie, wyciągnął dłoń i powiedział :
- Jestem Sai - Już go nie lubię. Już mi gra na nerwach. Kuso ! Mam ochotę go udusić przez ten jego sztuczny uśmiech.
- Karui - Powiedziałam chłodno i nie uścisnęłam mu dłoni. Skinęłam z Kakashim głową na znak, że się rozumiemy i natychmiast rozpoczęliśmy skoki po drzewach. Ja z Hatake z przodu, genini po środku, a ten pseudo Uchiha (przez wygląd), który jest posłuszny swemu panu i władcy czyli kretynowi, który mi gra na nerwach - Danzou, z tyłu.
Podczas biegu rozmyślałam nad planem działania w razie napadu. Ponoć naszego informatora mamy spotkać po drodze. Wyostrzyłam swoje wszystkie zmysły i zrozumiałam. Znów szpieguje mnie ANBU konohy .:
- Właśnie ich wyczułaś, co ? - Spytał retorycznie Srebrno-włosy.
- Hah, tak . Czy ty... wiesz może coś o trzecim dnie tej misji ? - Zapytałam wprost zamiast owijać w bawełnę.
Spojrzał na mnie z szokiem, ale zarazem dumą co mnie zdziwiło. Między nami jest takie porozumienie, on czuje, że ja wiem coś, ale nie mogę tego poskładać. On rozumie, że zaczynam dopiero dostrzegać ta cienką nić, która łączy wszystkie fakty ...domysły ...spostrzeżenia. Teraz jest kolejna nić, kolejna z papilarnych.
- Tak, ale nie zdradzę ci jego. Nawet najsilniejsi shinobi w naszej wiosce, muszą zbadać każde tajne dno. -Mówił to patrząc przed siebie, ale mówił to z tajemniczością ...jakby chciał mi coś ważnego przekazać. Zdecydowanie chce mi coś powiedzieć, ale nie może.
- Masz jakiś plan ? - Zapytał .
- Jakiś na pewno. - Zaśmiał się lekko na moją odpowiedź .
- Ostatnio też tak mówiłaś  .-Nie mogłam powstrzymać śmiechu, który wydobył się z mojego gardła na nasze wspomnienia z ostatniej misji.
- Uprzedzam! ... nie będzie mniej ryzykownie. - Uśmiechnęłam się tajemniczo.
- Tylko proszę cie przeżyj  i uważaj na swoją drużynę.
- Okej, ale im trochę adrenaliny nie zaszkodzi.
Tak mijał nam czas na miłych pogaduszkach, aż do nocy.
W tej chwili wszyscy siedzieliśmy wokół ogniska. Nagle poczułam czakrę po swojej lewej stronie, a Hatake po prawej, bo siedział na przeciwko mnie. Oboje poruszyliśmy się nie spokojnie. Szybkim ruchem wyciągnęłam kunai i rzuciłam w nim perfekcyjnie w środek drzewa, za którym ukrywał się prawdopodobnie wróg lub informator
- Wyłaź. Ukrywanie się nie ma sensu. - Powiedziałam chłodno.
- Spokojnie to tylko ja . - Nagle wyszedł z ukrycia pewien wysoki facet o brązowych oczach i bujnej blond czuprynie.
- Ty ?..Czyli kto ? ~ "To tylko ja" ? serio? Każdy może tak powiedzieć.
- Ja, czyli wasz informator. Proszę tu są wszystkie moje dokumenty i dowody tożsamości. - Podał mi zwój, szczerząc się jak głupi do sera. Tak dziwnie cały czas się mi przyglądał. Czwórka moich towarzyszy i Kakashi przyglądali się nam z zaciekawieniem. Spojrzałam w dokumenty. Faktycznie wszystko się zgadza. Wzrost, wygląd, dane, no i zaświadczenia. Zwróciłam się w stronę Hatake i rzuciłam mu zwój. Odwróciłam się do Informatora:
- Jestem ...- Zaczęłam ,ale nie pozwolił mi skończyć.
- ..Karui . Nie znasz swojego pochodzenia, jesteś wysoko położonym chuuninem, znana z nietypowych i sprytnych sposobach wypełniania misji. Każda misja nie zależnie od rangi wykonana pomyślnie. Nie rzucająca się w oczy, sprytna, profesjonalna i przede wszystkim tak zwanie " cicha ". Wzbudzająca coraz większe zainteresowanie i podziw w śród nukeninów. Mylę się ? - Zapytał retorycznie. Dalej stałam niewzruszona, patrząc na niego obojętnie. Jest informatorem, więc jest to normalne, że może wiedzieć, ale czemu zbierał informacje o mnie ?
- Zgadza się. Wręcz bezbłędnie. Tylko po co zbierałeś o mnie informacje i to latami?. No jest to nie łatwe zadanie?. Przypomnij jak się nazywasz?- Zapytałam zaciekawiona.
- Nazywam się... Heteko. No tak zapomniałem. Do tego zawsze bezpośrednia. Nie bez powodu Konoha mnie ceni jako dobrego informatora. A ty się stałaś takim moim hobby. A w świecie terrorystów, jesteś dość znana przez co sprowadzasz na siebie kłopoty * spojrzał  na Sakurę, Naruto, Sasuke i Sai'a *,ale o tym później. Ze względu na to, informacje o tobie są bardzo cenne i łapczywie rozchwytywane.
Bardzo miło mi cię poznać.- Mówił to z takim zafascynowaniem, a zarazem z ostrożnością, że zdołał mnie zaciekawić mnie, jaką mam reputacje wśród ściganych.
- Być może kiedyś ze wzajemnością. - Powiedziałam dobitnie. Spojrzałam na księżyc. Dobrze wiedziałam, że dziś nie zasnę. W końcu jutro są moje trzynaste urodziny, więc dzisiejszej nocy jest rocznica ich śmierci. Ich czyli Sanbeni, mojej rodziny zastępczej. Po pewnym czasie przy ognisku siedzieliśmy tylko we trójkę. Ja, Kakashi oraz informator. Wcześniej ustaliliśmy, że ja przejmuję wartę na całą noc, mimo sprzeciwów Naruto. Uratował mnie Kakashi mówiąc, że ta warta i tak pójdzie mi na rękę i się tym nie przejmować. Bogowie jak dobrze jest mieć przy sobie takiego Kakashiego. Po chwili głos zabrał jounin:
- Dręczą cie wyrzuty sumienia ? - Zapytał, patrząc na dzielące nas ognisko. Dość długo wahałam się nad odpowiedzią. Nie wiedziałam jak odpowiednio określić to uczucie.
- Podświadomie wiem, że to nie moja wina, ale i tak poczucie winy doskwiera. - Zapadła cisza. Nie była on krępująca, irytująca czy też natrętna. Była kojąca była czasem na poukładanie sobie wszystkiego. Nie trwałą ona zbyt długo.
-Wiesz... W życiu często robimy coś na co i tak nie mamy wpływu. Co byś nie zrobiła, powiedziała i tak by się to stało. Widocznie tak musiało być. W dzisiejszym świecie wielu shinobi walczy z losem, który dźwigają. Ja i ty niestety wiemy to, aż za dobrze. My mieliśmy , mamy i będziemy mieć wyjątkowego pecha, za którego dam tysiąc jenów, że nikt nie będzie miał podobnego.* zaśmiał się * Sumienie przypomina nam, nawet najsilniejszym ninja będących w ANBU konohy, iż mimo wszystko wciąż jesteśmy ludźmi i musimy pamiętać o śmierci, która jest pewna. Trzeba iść na przód, bo po latach nie zauważysz kiedy ci życie przed nosem uciekło. - Zakończył swój monolog Hatake. Zawsze wiedział co powiedzieć.
- Zawsze się tak pocieszasz czy cie wena naszła ? - Powiedziałam i cała nasza trójka się zaśmiała.
Po jakimś czasie jounin i brązowooki zasnęli, a ja trzymałam piecze nad ogniskiem przez całą spokojną noc.